Wczoraj otrzymałam od Izabeli maila, który mnie wręcz
przeraził.
„… na ostatnim
badaniu USG, lekarz wykrył, że nasze dziecko ma rozszczep kręgosłupa –
pisała Iza. - Czeka mnie operacja. Co tam
mnie? Nasze dziecko czeka operacja. Takie malutkie… Wiem, że teraz takie
operacje są już na porządku dziennym, ale inaczej jest, kiedy słyszysz o tym, a
inaczej kiedy dowiadujesz się, że to dotyczy Ciebie i Twojego dziecka. Jesteśmy
pod świetną opieką medyczną (teść nawet uruchomił swoje znajomości i będzie
mnie operował jakiś wybitny polski specjalista, który już ma na swoim koncie
sporo takich zabiegów) ale i tak jestem przerażona. Pomijając aspekt
zdrowotny dochodzi do tego jeszcze stres, jak sobie ze wszystkim sami
poradzimy. Jest nas tylko dwoje i do tego mamy ten pub. Nawet mając dobrych
pracowników, Bartek i tak musi doglądać wszystkiego, a ja po wyjściu ze
szpitala też będę potrzebowała pomocy i opieki. Zastanawialiśmy się nad tym,
czy nie rzucić tego wszystkiego i nie wrócić do Polski, ale tam też musimy z
czegoś żyć. Nie będziemy całe życie korzystać z pomocy finansowej rodziców
zwłaszcza, że moi ledwo wiążą koniec z końcem. I tak razem z teściami
bardzo dużo dla nas zrobili, żebyśmy mogli rozkręcić tutaj swoją knajpę. Poza
tym w Polsce aktualnie nie mielibyśmy nawet ubezpieczenia. Co prawda możemy
zarejestrować się w urzędzie pracy, ale na wizyty u specjalistów i tak
trzeba mieć kasę.
Wczoraj Bartek
rozmawiał z Aleksem. Za dwa tygodnie wraca do Polski i początkiem kwietnia ma
tutaj przylecieć. Powiedział, że zajmie się pubem, żeby Bartek mógł zająć się
nami. To miłe z jego strony, ale przecież on też ma swój biznes i nie dość, że
dopiero co spędził pół roku za granicą to znów zostawia Sylwka samego. A Sylwek
z kolei ma małe dziecko i też pewnie chciałby spędzać więcej czasu z synem a
nie zajmować się tylko pracą. Bez sensu to wszystko… Nie wiem, co robić… Muszę
to wszystko przemodlić i przemyśleć.
Daj znać, co u
Ciebie, żebym mogła chociaż na chwilę oderwać myśli od swoich problemów i
poczytać o czymś radosnym… Jak Ci się układa z Marcinem? Jak w pracy? Dajecie
radę?...
Przeczytawszy raz jeszcze wiadomość, zamknęłam
skrzynkę i zaczęłam myśleć. Gdybym jednak chciała wyjechać do Anglii, co
musiałabym tutaj zrobić? Poszukać kogoś do pracy. Najlepiej ze dwie rozgarnięte
osoby i zostawić je pod rządami Maurycego. Maurycy musiałby otrzymać wszelkie
pełnomocnictwa. Poradziłby sobie, ale nie sam… Musiałam porozmawiać z nim, z
Marcinem, z Aleksem…
Drzwi biura otworzyły się i wszedł Maurycy.
- Cześć – przywitał się z uśmiechem.
- Hej – odparłam bez większego entuzjazmu.
Przyjrzał mi się uważniej.
- Co się stało? – zapytał ściągając płaszcz.
- Muszę z tobą pogadać – powiedziałam.
- Ok, zrobię nam herbatę – rzekł i wyszedł na
zaplecze kuchenne.
Wrócił po chwili z dwoma kubkami gorącego naparu.
Jeden postawił przede mną i trzymając drugi usiadł naprzeciw mnie.
- Mów – rzekł.
Chwyciłam kubek i zaczęłam rysować na nim palcami
różne wzory.
- Maurycy, dostałam wczoraj maila od Izy – zaczęłam.
– U ich dziecka wykryto rozszczep kręgosłupa i czeka je operacja jeszcze w
łonie matki. Oznacza to, że oboje będą potrzebować opieki. Nie wiedzą, co
robić… Czy wracać do Polski, czy zostać tam i próbować sobie jakoś dać radę. W
Anglii już ułożyli sobie życie. Tutaj musieliby zaczynać wszystko od nowa. Biję
się z myślami. Chciałabym tam pojechać na jakiś czas i pomóc im ale sama mam
tutaj wielki rozgardiasz, no i sam nie dasz sobie rady.
Spojrzałam na kolegę i dopiero teraz zauważyłam, że
zmienił się na twarzy. Wyglądał blado.
- Maurycy? – zaniepokoiłam się.
- Nasza Gosia miała to samo. Obie z Pauliną przeszły
operację. Wszystko zakończyło się dobrze, ale najedliśmy się strachu.
Popatrzyłam na niego zdumiona.
- To straszne… - powiedziałam. – Ale po Gosi niczego
nie widać.
- Nie. Rozwija się prawidłowo. A Paulina jest osobą,
która mogłaby mi tutaj pomóc podczas Twojego wyjazdu. Studiowała to, co ja. Zna
się na rzeczy i ma artystyczny zmysł. Musiałbym tylko z nią pogadać i zapytać,
czy chciałaby się zaangażować w tę pracę. Zważywszy na fakt, że mamy małe
dziecko musielibyśmy jakoś to pogodzić i wziąć jeszcze kogoś do pomocy ale
jeśli miałoby to funkcjonować należycie to tylko przy jej udziale. Porozmawiam
z nią wieczorem i zobaczymy, co powie.
- Dobrze, dziękuję – powiedziałam. – Cieszę się, że
tutaj jesteś. Bardzo dużo mi pomogłeś.
Maurycy uśmiechnął się.
- Po to mnie zatrudniłaś, prawda? Zostałem
przemaglowany na wszystkie strony przez twojego przyjaciela, który mam
wrażenie, że gdybym nie dał z siebie wszystkiego, sam osobiście pokazałby mi
drzwi – rzekł upijając łyk herbaty.
- Bez przesady – powiedziałam. – Pomógł mi podczas
rozmów kwalifikacyjnych, ale do mojego zarządzania nie wtrąca się.
- Bo na razie nie czuje potrzeby – roześmiał się
Maurycy. – A swoją drogą, jak zareagował na wieść, że masz chłopaka? – zapytał.
- Normalnie. Napisał, że się cieszy i że mi gratuluje
– odparłam.
- Po czym okazało się, że projekt zakończył się
szybciej a on wraca do Polski we wcześniejszym terminie – dodał Maurycy.
- Nie. To mi oznajmił zanim mu powiedziałam, że mam
chłopaka – sprostowałam.
- Myślisz, że tylko ty mogłaś mu o tym powiedzieć?
Następnego dnia Maurycy przyszedł do pracy z Pauliną
i Małgosią.
- Rozmawialiśmy wczoraj – rzekł. – Gdybyś chciała
wyjechać, to Paulina może z nami popracować. Uwierz mi, że nadaje się do tego i
lepiej mieć w zespole kogoś zaufanego – dodał.
- Moje CV nie jest może bardzo imponujące, –
powiedziała dziewczyna wyciągając z torebki teczkę z dokumentami i kładąc
ją przede mną – ale organizowałam wesele mojej przyjaciółce. Mam kilka
kontaktów, dobre pomysły no i myślę, że z Maurycym dalibyśmy radę to ogarnąć.
Ja mogłabym wykonywać więcej pracy biurowej, żeby mieć więcej czasu dla małej.
No i mogę ogarnąć kilka rzeczy z domu. A co do pozostałego czasu, to
rodzice nam pomogą z opieką nad Gosią. Wiem, co przeżywa twoja przyjaciółka i
uważam, że jeśli masz taką możliwość, to jak najbardziej powinnaś do niej
polecieć i ją wesprzeć. A my będziemy trzymać kciuki, żeby wszystko dobrze się
skończyło tak jak u Małgosi.
- I modlić się – dodał Maurycy uśmiechając się.
Odwzajemniłam uśmiech. Sięgnęłam po teczkę Pauliny
bardziej z ciekawości niż z potrzeby i przejrzałam pobieżnie jej CV.
Studia na tym samym kierunku, co Maurycy, potem dwa lata w pracy jako
specjalista do spraw reklamy w jednej ze znanych na lokalnym rynku firm. Potem
urlop macierzyński i wychowawczy.
- Ok, - rzekłam z westchnieniem – no to pozostaje mi
jeszcze rozmowa z Marcinem. A potem szykowanie się do wylotu.
- Mama, pić – odezwała się Małgorzata.
- Już, kochanie.
Paulina wyjęła z przepastnej torby kubeczek
„niekapek” z jakimś kolorowym płynem.
- Proszę.
Podała małej, która chwyciła i zaczęła łapczywie pić.
Przez chwilę przyglądałam się jej a potem zerknęłam na Maurycego, który wpatrywał
się w dziewczynkę z uwielbieniem typowym dla ojca zakochanego w swojej córce.
Pomyślałam, że może stwarzam tej trójce okazję do pobycia razem w większym
wymiarze czasu, w dodatku opartego na współpracy i komunikacji. Może to ich do
siebie zbliżyć na nowo, albo… rozwalić moją firmę, jak zaczną się kłócić.
Uśmiechnęłam się w duchu. Może nie będzie tak źle?
Po południu postanowiłam odezwać się do Aleksa.
Stwierdziłam, że sytuacja jest na tyle ważna, że porozmawiam z nim osobiście
zamiast pisać maila. W dobie dzisiejszych internetowych komunikatorów rozmowa
nie będzie nas kosztować ani grosza.
Udało mi się dodzwonić do niego za pierwszym razem.
- Hej, Beti – odezwał się. – Miło cię słyszeć.
Po chwili uruchomiliśmy kamery.
- I widzieć – dodał uśmiechając się.
- Wzajemnie – odparłam odwzajemniając uśmiech. – Co u
ciebie? – spytałam.
- U mnie w porządku. Powoli kończę swoje sprawy a w
wolnej chwili załatwiam kwestie wylotu do Anglii.
- No właśnie, ja w tej sprawie dzwonię. Chcę lecieć z
tobą.
Aleks spoważniał.
- Co się stało, że zmieniłaś zdanie? – zapytał.
- Jak to co?! – wybuchnęłam. – Przecież w takiej
sytuacji nie zostawię mojej najlepszej przyjaciółki bez pomocy i wsparcia.
- Dobra, trochę niefortunnie sformułowałem to
pytanie… Chodziło mi o to, jak ci się uda połączyć wszystko: odpowiedzialność
za firmę, wylot, związek z Marcinem?
- Znalazłam kogoś, kto pomoże Maurycemu. Właściwie to
on znalazł. Matka jego dziecka - Paulina. Zna się na marketingu, poradzą sobie.
Może nie puszczą mi firmy z torbami. Największe zlecenie i tak jest na głowie
Maurycego.
- A Marcin, co on na to?
- Jeszcze z nim nie rozmawiałam. Ale w tej sytuacji…
ja już podjęłam decyzję. Izę znam prawie całe życie, a Marcina zaledwie kilka
miesięcy. Póki co, to ona ma pierwszeństwo.
- No jasne.
- Pewnie będę potrzebować jeszcze trochę czasu, żeby
pozałatwiać różne dokumenty, pełnomocnictwa i tak dalej… Poczekasz na mnie?
Aleksander roześmiał się.
- Przecież zawsze na ciebie czekam – powiedział. –
Zacznę szukać jakiejś okazji cenowej jeśli chodzi o bilety – dodał.
- Ok. To jesteśmy w kontakcie. Muszę kończyć, bo mam
jeszcze trochę roboty.
- No to trzymaj się. Do zobaczenia niebawem.
- Pa.
Rozłączyłam się.
Pomyślałam, że póki co, wszystko się układa pomyślnie
i sprawnie. Czekała mnie jeszcze rozmowa z Marcinem i wiedziałam, że tutaj
nie pójdzie już tak łatwo. Miałam poczucie, że po tym, jak go starałam się go
przekonać, że zależy mi na nim, jak wszystko zaczęło się układać, zawiodę go i
zranię. I wszystko tylko dlatego, że lecę tam z Aleksem. A to przecież niczego
nie zmienia w uczuciach.
- Niczego nie zmienia?! – grzmiał Marcin wieczorem
podczas naszej rozmowy. – Prawda jest taka, że związałaś się ze mną, ale ciągle
jestem na ostatnim miejscu.
- Nieprawda… - zaoponowałam. – Po prostu tam jest moja
przyjaciółka, którą znam od dziecka i ona mnie potrzebuje. Zrozum, ją i jej
dziecko czeka operacja, ona się boi… muszę im pomóc.
- Ale ona ma męża, rodzinę. Czemu oni się nią nie
zajmą?
- Zajmą! Ale czasami potrzeba kogoś, kto nie
podchodzi do wszystkiego tak… emocjonalnie. Bartek będzie się trzymał przy
żonie, ale w środku będzie trząsł się ze strachu. Będzie potrzebował brata.
Poza tym będzie potrzebny Izie, a my z Aleksem zajmiemy się ich barem. Jednak oni
wszyscy są rodziną, a ja mam szansę stanąć nieco z boku, co też będzie dobre.
Marcin westchnął.
- Ile to wszystko potrwa? – zapytał.
- Nie wiem – odpowiedziałam. – Pewnie zostaniemy tam
do rozwiązania.
- Czyli?
- Jakieś pół roku.
- Pół roku? To jest szmat czasu.
- Nieprawda, szybko zleci.
- Dobra, to wszystko i tak jest nieważne. Ty już
podjęłaś decyzję i cokolwiek bym nie powiedział i nie zrobił, to jej nie
zmienisz. Pozostaje mi tylko prosić cię, żebyś także ode mnie przekazała swojej
przyjaciółce, że życzę im wszystkiego najlepszego i wszelkiej pomyślności na
czas operacji i rozwiązania.
- Dziękuję, Marcin. Zobaczysz, że wszystko szybko się
potoczy, ani się obejrzysz będę z powrotem. W końcu mam tutaj swoją firmę
i przyjaciół, za którymi będę tęsknić. Ale tam też są moi przyjaciele, za którymi
tęsknię i o których się martwię. Poza tym przecież będziemy w kontakcie.
Marcin spuścił wzrok i przez chwilę milczał. Kiedy
znów na mnie spojrzał, miał taki wyraz twarzy jakby właśnie podjął jakąś ważną
decyzję.
- Na razie pozostańmy przyjaciółmi – powiedział. –
Jak wrócisz i nic się nie zmieni, to wtedy zobaczymy, co będzie dalej.
- Chcesz powiedzieć, że jeśli się nie zakochasz…
- Albo ty.
- Wiesz co? – zirytowałam się. – Może rzeczywiście
tak będzie lepiej. Ty cały czas podejrzewasz, że ja jestem zakochana w Aleksie
i cały czas nie jesteś mnie pewny. A ja już nie mam siły udowadniać ci, że jest
inaczej. Zobaczymy, co będzie za pół roku. Śmiało, nie krępuj się szukać sobie
innej dziewczyny – powiedziałam.
- Beata… - Marcin uśmiechnął się i wyciągnął dłonie.
– Jesteśmy przyjaciółmi i na pewno będę za tobą tęsknił. Bardzo.
Jego uścisk na pożegnanie był bardzo czuły i trwał
długo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz