Wysłano: 15 lutego, godz. 21:00
Temat: I tak minął
miesiąc
Hello :)
Nie
pisałyśmy do siebie od miesiąca. Tyle się dzieje, że naprawdę ciężko było mi
złapać oddech. U Was chyba też coraz więcej pracy, przygotowań do Ważnego Dnia.
Mam nadzieję, że czujesz się lepiej i nie męczą Cię już poranne nudności. Moja
bratowa jest coraz bardziej zaokrąglona i już się nie da ukryć brzuszka :).
Narzeka na Daniela, że obchodzi się z nią jak z jajkiem. Kiedy gdzieś wychodzi
sama, to ten co chwilę do niej dzwoni i sprawdza, czy wszystko w porządku.
Ostatnio mierzyła jakąś sukienkę w sklepie i nie mogła przez chwilę odebrać
telefonu. Kiedy oddzwoniła do niego, chłopak był tak roztrzęsiony, że musiała
go uspokajać przez kilka minut i zapewniać, że czuje się dobrze i nie ma
potrzeby, żeby po nią przyjeżdżał. Bartek też tak wariuje? W ogóle wszystko w
porządku u Was? Mam wyrzuty sumienia, że się nie odzywałam tak długo.
W
pracy, pomimo rozpoczęcia Wielkiego Postu, zrobił się ruch. Mamy dwie nowe
klientki, które planują swój Wielki Dzień na następny rok i jedną, która
wychodzi za mąż w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Jedna chce wodzireja i
DJ-a w jednym, jedna samego DJ-a, jedna zespół. Oprócz tego szukamy
lokali, sukien, bukietów ślubnych i wszystkiego tego, co potrzeba na wesele :).
Aneta,
odkąd jestem z Marcinem, jakby się nieco uspokoiła ze swoimi wygórowanymi
żądaniami. Maurycy z ostatniego spotkania w sprawie menu weselnego wrócił
niemal w dobrym nastroju. Powiedział, że tylko dwa razy zmieniała zdanie.
Kurczę, głupio mi… muszę przestać pisać o niej w ten sposób. W końcu jest
siostrą mojego chłopaka.
A co
u nas? Spotykamy się kilka razy w tygodniu, w zależności, jak nam czas pozwala.
Niedawno byliśmy razem na zabawie karnawałowej. Oczywiście, tradycyjnie, w
Duszpasterstwie. No i muszę Ci napisać, że są postępy w tańcu. Marcin nauczył
się na razie „dwa na jeden” z mniej więcej trzema figurami i mogliśmy
poszaleć. Z rytmem jest lepiej. Czuwałam nad tym, żebyśmy się w nim trzymali.
No, a wczoraj… St. Valentine’s Day. I
rozwalił mnie totalnie. To znaczy Marcin, nie Dzień św. Walentego.
Postanowiliśmy,
że pójdziemy razem na mszę do naszego kościoła. Z racji święta była odprawiana
w intencji wszystkich zakochanych. Po mszy Marcin przyszedł do mnie, do domu.
Nastąpiło pierwsze spotkanie z rodzicami… Wyglądało to w ten sposób, że
kiedy już pozbyliśmy się wierzchniej odzieży to sobie poszedł do salonu, w
którym mój tato oglądał jakiś serial i przywitał się z nim. Następnie usiadł w
fotelu, zapytał co słychać i tak sobie gawędzili… Ja w sumie nie wiedziałam,
co ze sobą zrobić więc poszłam do kuchni, żeby przygotować nam sałatkę.
Oczywiście, zaraz za mną zjawiła się tam moja mama. No i tak sobie zaczęłyśmy
rozmawiać o naszym gościu. Stałam tyłem do drzwi i kroiłam właśnie pomidory,
kiedy nagle przy moim ramieniu pojawiła się blond czupryna.
-
Ładnie to tak mnie obgadywać? – spytał Marcin.
Podskoczyłam
jednocześnie ciesząc się, że ostry nóż nie ześlizgnął się po moich palcach.
Spojrzałam na chłopaka. Na jego ustach pojawił się zawadiacki uśmiech.
-
Ładnie to tak podsłuchiwać? – zapytałam tym samym tonem.
Nic
nie odpowiedział tylko nadal się uśmiechał patrząc mi w oczy.
-
Mogę jakoś pomóc? – zapytał po chwili.
-
Możesz pokroić oliwki na plasterki – odparłam wskazując słoik stojący na stole.
- Ok.
Dałam
mu drugi nóż i przez chwilę pracowaliśmy zgodnie w milczeniu. Mama ulotniła
się.
-
Masz sympatycznych rodziców – odezwał się po chwili Marcin.
-
Dzięki – odparłam. – Aczkolwiek biorę poprawkę na to, że mówisz to znając ich
zaledwie dziesięć minut – dodałam ze śmiechem.
- Nie
wydaje mi się, żebym miał podstawy, aby zmienić zdanie – odrzekł wręcz
szarmancko.
Skończyliśmy
przygotowywać sałatkę. Zabrałam ją do swojego pokoju wraz z talerzami,
sztućcami, szklankami i kartonem soku. Nie piliśmy wina ze względu na to, że
Marcin prowadził samochód. Nałożyliśmy sobie solidne porcje i włączyliśmy
film. Przygasiłam światło. Mniej więcej w połowie filmu, kiedy już siedziałam
przytulona do Marcina, usłyszałam delikatne chrapanie… No tak, pomyślałam,
jeszcze nie zaczęliśmy na dobre ze sobą chodzić a już się zaczyna przysypianie
na randkach. Mimo to nie budziłam chłopaka. Dopiero, kiedy film dobiegł do
końca, potrząsnęłam nim delikatnie.
-
Marcin…
Ocknął
się lekko nieprzytomny i przez moment nie wiedział, gdzie jest. Po chwili
jednak zdał sobie sprawę, że siedzę obok niego i spojrzał na mnie.
-
Przepraszam… - rzekł ze skruchą w głosie. – Chyba byłem zmęczony.
-
Rozumiem, nic się nie stało. W sumie film nie był specjalnie ciekawy.
- Nie
tak sobie wyobrażałaś romantyczny wieczór.
-
Było romantycznie, wygodnie… - mruknęłam.
Marcin
roześmiał się po czym nagle pochylił się i mnie pocałował. To było bardzo miłe…
W pewnym momencie jednak poczułam, że jego dłonie zaczynają gdzieś błądzić…
Zesztywniałam lekko. On też. Oderwał się ode mnie i odsunął.
-
Czas na mnie – powiedział wstając.
Pożegnaliśmy
się i chwilę później już go nie było. Posprzątałam wszystko, wyłączyłam
komputer i poszłam szykować się do spania.
Przed
snem odebrałam jeszcze maila od Aleksa. Napisał, że projekt powoli dobiega
końca i gdzieś w połowie marca wraca do Polski. Miał być w Austrii do kwietnia,
ale uporali się z wszystkim szybciej więc pora wracać na swoje. Dodał jeszcze,
że tęskni za nami i nie może się doczekać spotkania. Nie wie jeszcze, że jestem
z Marcinem. Nic mu nie mówiłam.
Kończę
Izabelo. Czeka mnie kolejny ciężki tydzień, dużo pracy i mało przyjemności :P.
Odezwij się i napisz, co u Was.
Pozdrawiam
Beata
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz